Przeciążenie obowiązkami w pracy: objawy, przyczyny i co realnie możesz z tym zrobić

Jak rozpoznać przeciążenie obowiązkami w pracy Radek Pustelnik Life and Business coach Pustelnik Blisko Ludzi

Przeciążenie obowiązkami w pracy: objawy, przyczyny i co realnie możesz z tym zrobić

Przeciążenie obowiązkami w pracy: objawy, przyczyny i co realnie możesz z tym zrobić

Poznajesz to? Otwierasz laptopa i przez pierwsze dziesięć minut nie wiesz, od czego zacząć, bo wszystko jest na wczoraj. Wieczorem masz poczucie, że harowałeś cały dzień, a lista jest dłuższa niż rano. W niedzielę po południu ściska cię w żołądku na myśl o poniedziałku.

Zanim uznasz, że chodzi o lenistwo albo o twoją słabą organizację, sprawdź inną możliwość. Przeciążenie obowiązkami w pracy jest stanem, w którym ilość rzeczy do zrobienia trwale przekracza to, co da się wykonać w dostępnym czasie. Ma swoje objawy, swoje przyczyny i swój moment, po którym robi się z tego problem zdrowotny.

Ten tekst pisze coach produktywności, a nie dział HR. Znajdziesz tu więc krótko o tym, co powinien zrobić pracodawca, i długo o tym, co możesz zrobić Ty, zaczynając od jutra rano.

Czym jest przeciążenie pracą, a czym zwykły ciężki tydzień

Ciężki tydzień ma koniec. Wiesz, że w piątek oddajesz projekt, przez pięć dni ciągniesz mocniej i potem wracasz do normy. Organizm to wytrzymuje, bo mobilizacja jest z natury krótka.

Przeciążenie pracą zaczyna się tam, gdzie ten stan się utrwala. Nadmiar obowiązków przestaje być wyjątkiem i staje się rozkładem dnia. Nie ma tygodnia dojścia do siebie, bo po jednym szczycie od razu wchodzi kolejny. Właśnie to długotrwałe przeciążenie robi krzywdę, a nie pojedynczy zryw.

Sygnał, po którym najłatwiej to rozpoznać, jest prosty: wykonywanie obowiązków przestaje mieścić się w godzinach pracy i zaczyna zjadać wieczory, weekendy oraz myśli w trakcie prysznica. Kiedy myśli o pracy wracają w sobotę o dwudziestej drugiej, nie masz już do czynienia z intensywnym okresem.

Workload, czyli obciążenie pracą po angielsku

W polskich firmach coraz częściej pada słowo workload. To po prostu obciążenie pracą, czyli ilość i trudność zadań przypadających na jedną osobę w danym czasie. Wersja angielska przyjęła się, bo tak nazywa się to w systemach do zarządzania projektami, gdzie widać kolorowe paski obciążenia zespołu.

Przy okazji warto znać dwa pokrewne pojęcia. Overload to stan, gdy workload przekracza możliwości, czyli dokładnie przeciążenie. Zarządzanie obciążeniem pracą (workload management) to praktyka rozdzielania zadań tak, żeby nikt nie siedział trwale powyżej swojej pojemności. Brzmi banalnie i w większości firm nie robi tego nikt, bo obciążenie jest niewidoczne, dopóki ktoś się nie wywróci.

Rodzaje przeciążenia: ilościowe, jakościowe i emocjonalne

Nie każde przeciążenie wygląda tak samo, a to ma znaczenie, bo każde leczy się czym innym.

Przeciążenie ilościowe. Zadań jest po prostu za dużo. Klasyka: dwie osoby odeszły, ich obowiązki rozdzielono między resztę i zapomniano cokolwiek zabrać. Lekarstwo leży po stronie liczby zadań, a nie techniki pracy.

Przeciążenie jakościowe. Zadań jest tyle co zwykle, ale są trudniejsze niż twoje obecne umiejętności albo wymagają decyzji, na które nie masz uprawnień. Ten rodzaj przeciążenia męczy nawet przy ośmiu godzinach dziennie, bo pracujesz w ciągłym napięciu, że coś przeoczysz.

Przeciążenie emocjonalne. Praca z ludźmi w kryzysie, obsługa wściekłych klientów, opieka nad pacjentami. Nadmierny stres bierze się tu z kontaktu, a nie z liczby pozycji na liście.

Do tego dochodzi jeszcze przeciążenie fizyczne, o którym w biurowych rozmowach się zapomina, a które w produkcji, magazynie czy ochronie zdrowia jest podstawowym problemem.

Objawy przeciążenia i przemęczenia: jak rozpoznać je u siebie

Najtrudniejsze w przeciążeniu jest to, że wchodzi bokiem. Nikt nie budzi się w środę z myślą „jestem przeciążony”. Po prostu w pewnym momencie okazuje się, że od trzech miesięcy jest ciężko.

Chroniczne zmęczenie. Śpisz siedem godzin i wstajesz zmęczony. Weekend nie regeneruje, urlop działa przez cztery dni, a piątego wracasz myślami do skrzynki. To pierwszy i najczęściej lekceważony objaw.

Spadek jakości pracy. Zaczynasz popełniać błędy, których rok temu byś nie popełnił. Dwa razy czytasz ten sam akapit. Przemęczenie uderza najpierw w uwagę, więc obniżenie jakości pracy wyprzedza spadek tempa.

Rozdrażnienie i spadek motywacji. Rzeczy, które kiedyś cię cieszyły w tej robocie, stają się obojętne. Reagujesz ostrzej, niż chcesz, i zwykle na kimś, kto nie zawinił.

Objawy z ciała. Bóle głowy, napięty kark, problemy żołądkowe, gorszy sen, częstsze infekcje. Zdrowie fizyczne wysyła rachunek szybciej niż zdrowie psychiczne i zwykle jako pierwsze zmusza ludzi do reakcji.

Praca zdalna bez granic. Jeśli pracujesz z domu, dochodzi objaw specyficzny: dzień pracy przestaje mieć koniec. Laptop stoi w salonie, więc „szybko sprawdzę jedną rzecz” o dwudziestej pierwszej wydaje się rozsądne.

Prosty test: policz, ile razy w ostatnim miesiącu skończyłeś dzień z poczuciem, że zrobiłeś to, co było najważniejsze. Jeśli wychodzi mniej niż pięć, problemem nie jest twoja wydajność.

Dlaczego to nie jest kwestia twojego charakteru

W 1979 roku Robert Karasek opisał model, który do dziś tłumaczy większość tego zjawiska. Napięcie w pracy nie bierze się z samych wymagań, tylko z ich zestawienia z zakresem decyzji, jakie masz (Karasek, 1979). Duże wymagania przy dużej swobodzie decydowania dają pracę wymagającą, ale znośną. Duże wymagania przy małej swobodzie dają napięcie, które niszczy.

Stąd bierze się rzecz, która wielu osobom wydaje się niesprawiedliwa: dwóch pracowników robi tyle samo, a wysiada ten, który nie ma wpływu na kolejność i terminy. Nadmiar obowiązków wpływa na człowieka najmocniej wtedy, gdy do tego dochodzi poczucie, że niczego nie da się przestawić.

Dlatego pierwsza pomoc przy przeciążeniu prawie zawsze polega na odzyskaniu choćby kawałka kontroli. Nawet jeśli zadań nie ubędzie, sama możliwość ustalenia kolejności zmienia obciążenie psychiczne.

Przyczyny przeciążenia pracą

Powodów jest zwykle kilka naraz i część z nich leży poza tobą. Warto je nazwać, bo przeciążony pracownik zwykle obwinia siebie za sytuację, którą wygenerował system pracy wokół niego.

Zła organizacja pracy w firmie. Brak priorytetów na poziomie zespołu sprawia, że wszystko jest pilne. Kiedy każdy projekt ma najwyższy priorytet, w praktyce nie ma go żaden.

Nagromadzenie obowiązków po odejściach. Pracownik odchodzi, rekrutacja stoi, a jego zadania rozchodzą się po zespole. Po pół roku nikt już nie pamięta, że to miało być tymczasowe.

Presja czasu wpisana w kulturę. Terminy ustalane bez rozmowy z wykonawcą, spotkania zjadające połowę dnia i praca właściwa spychana na wieczór.

Brak podziału obowiązków. Nieostre zakresy odpowiedzialności powodują, że najbardziej ogarnięta osoba w zespole dostaje wszystko, czego nie da się jednoznacznie przypisać.

Twoje własne „tak”. Ta część jest niewygodna, ale bez niej obraz jest niepełny. Jeśli nigdy nie mówisz, że się nie zmieści, otoczenie nie ma skąd wiedzieć, że jesteś na granicy. Zbyt wiele zadań bierze się czasem stąd, że jesteś jedyną osobą, która nigdy nie odmawia.

Jak nadmiar obowiązków wpływa na jakość pracy i efektywność

Tu jest paradoks, który powinien interesować każdego pracodawcę liczącego pieniądze. Przeciążony pracownik pracuje dłużej i dowozi mniej, a jego produktywność spada dokładnie wtedy, gdy firma potrzebuje jej najbardziej.

Mechanizm jest prosty. Przy nadmiarze zadań pojawia się przeskakiwanie między nimi, a każde przełączenie kosztuje uwagę. Badanie pracy biurowej pokazało, że nad jednym wątkiem pracujemy średnio jedenaście minut, a powrót do przerwanego zadania zajmuje ponad dwadzieścia pięć minut (Mark, González, Harris, 2005). Przy dziesięciu równoległych sprawach dzień schodzi na przełączaniu.

Do tego dochodzi spadek efektywności wynikający ze zmęczenia i rosnąca liczba błędów, które trzeba potem poprawiać. Efektywność pracowników spada, jakość leci w dół, a odpowiedzią bywa dokładanie nadgodzin, co pogłębia całą pętlę. Na końcu tej drogi jest rotacja: ludzie odchodzą, a firma płaci za rekrutację i wdrożenie kogoś nowego, zamiast zapłacić wcześniej za sensowny podział pracy.

Przeciążenie a ryzyko wypalenia zawodowego

Wypalenie zawodowe jest formalnie opisane. Światowa Organizacja Zdrowia umieściła je w klasyfikacji ICD-11 jako zjawisko zawodowe, wyraźnie zaznaczając, że nie jest to jednostka chorobowa (WHO, 2019). Trzy wymiary, po których się je rozpoznaje, to:

  • poczucie wyczerpania energii,
  • narastający dystans do własnej pracy, cynizm i negatywne nastawienie do niej,
  • obniżona skuteczność zawodowa.

Ważne rozróżnienie: przeciążenie to stan obciążenia, a wypalenie to skutek, który pojawia się po długim czasie w tym stanie. Ryzyko wypalenia zawodowego rośnie, kiedy przeciążenie trwa miesiącami i towarzyszy mu brak wpływu na sytuację. Pierwsze oznaki wypalenia zawodowego bywają mylone ze zwykłym zmęczeniem, a różni je jedno: przy zmęczeniu chcesz odpocząć, przy wypaleniu przestaje ci zależeć.

Wczesne objawy wypalenia zawodowego bywają niepozorne: niechęć do otwierania skrzynki, odkładanie prostych spraw, poczucie, że praca zawodowa przestała mieć sens, choć obiektywnie nic się w niej nie zmieniło. Najbardziej narażeni na długotrwały stres są ci, u których wysoki poziom stresu utrzymuje się miesiącami bez okresu wyciszenia. Piętrzenie się obowiązków zawodowych prowadzi wtedy do stanu, z którego nie wychodzi się przez jeden dłuższy urlop.

WHO zaznacza też, że pojęcia tego nie należy stosować do innych obszarów życia. Wypalenie dotyczy kontekstu zawodowego, choć oczywiście nie zostaje w biurze.

Cena płacona zdrowiem: granica 55 godzin

Jeśli powyższe brzmi jak miękki temat, są też twarde liczby. Wspólne badanie WHO i Międzynarodowej Organizacji Pracy policzyło, że w 2016 roku długie godziny pracy przyczyniły się do 745 tysięcy zgonów z powodu udaru mózgu i choroby niedokrwiennej serca (WHO/ILO, 2021).

Progiem jest 55 godzin tygodniowo. Praca w takim wymiarze wiąże się z około 35% wyższym ryzykiem udaru i 17% wyższym ryzykiem zgonu z powodu choroby niedokrwiennej serca w porównaniu z tygodniem 35 do 40 godzin. To mniej więcej jedenaście godzin dziennie przez pięć dni, czyli wymiar, który w wielu firmach uchodzi za zaangażowanie.

Podaję te liczby bez straszenia. Chodzi o to, żeby rozmowa o nadmiarze obowiązków przestała być rozmową o samopoczuciu i zaczęła być rozmową o ryzyku, które da się policzyć.

Co możesz zrobić w tym tygodniu

Teraz część praktyczna. Kolejność jest celowa, bo bez pierwszego kroku reszta nie ma podstaw.

Krok 1: zrób spis, zanim zaczniesz cokolwiek zmieniać

Przez trzy dni zapisuj wszystko, co robisz, z dokładnością do piętnastu minut. Nie szacuj z pamięci, bo pamięć kłamie na swoją korzyść i pomija drobnicę, która zjada dzień. Po trzech dniach zobaczysz dwie rzeczy: ile czasu naprawdę zostaje na pracę właściwą i ile zadań w ogóle nie powinno u ciebie być.

Ta lista jest ważniejsza, niż się wydaje. Bez niej rozmowa z przełożonym sprowadza się do „mam za dużo pracy”, co brzmi jak narzekanie. Z nią masz konkret: te siedem rzeczy zajmuje mi dwanaście godzin tygodniowo.

Krok 2: rozdziel to, co pilne, od tego, co ważne

Większość przeciążonych ludzi obsługuje wyłącznie sprawy pilne, bo one najgłośniej pukają. Rzeczy ważne, ale niepilne, przesuwają się w nieskończoność i to one wracają potem jako kryzys. Pomaga tu każde proste narzędzie do priorytetyzacji zadań, choćby podział na cztery kategorie według pilności i ważności.

Praktyczna zasada: wybierz jedną rzecz dziennie, która musi być zrobiona, choćby wszystko inne się posypało. Jedną, nie trzy.

Krok 3: zabezpiecz czas na pracę właściwą

Wpisz do kalendarza blok na najważniejsze zadanie i traktuj go jak spotkanie z klientem. To jest istota time blockingu i przy przeciążeniu działa lepiej niż jakakolwiek lista, bo lista nie broni się przed cudzymi prośbami, a zajęty kalendarz owszem.

Zacznij od jednego bloku dziennie, 90 minut, najlepiej rano. Reszta dnia i tak pójdzie na to, co przyleci.

Krok 4: oddaj albo odetnij

Przejrzyj spis z kroku pierwszego i zaznacz pozycje, które robisz tylko dlatego, że kiedyś tak wyszło. Część da się oddać, część zautomatyzować, część zwyczajnie przestać robić i nikt nie zauważy. Delegowanie zadań jest tu najtrudniejsze psychicznie, bo wymaga zgody na to, że ktoś zrobi coś gorzej niż ty.

Krok 5: zamknij dzień

Ustal godzinę, o której kończysz, i miej stały rytuał zamknięcia: przegląd zrobionego, plan na jutro, zamknięcie laptopa. Bez wyraźnej granicy odpoczynek od pracy nie działa, bo głowa dalej pracuje w tle. Więcej o tym w tekście o odpoczynku po pracy.

Jak rozmawiać z szefem o nadmiarze obowiązków

To jest ten krok, którego prawie wszyscy unikają, a który zmienia najwięcej. Kilka rzeczy, które podnoszą szansę powodzenia.

Przyjdź z danymi, nie z emocjami. Zamiast „jestem przytłoczony” powiedz: „mam obecnie siedem projektów, w ostatnim miesiącu zajęły mi tyle godzin tygodniowo, przy ośmiu godzinach dziennie nie mieszczę się o dwanaście”.

Przynieś propozycję. Szef rzadko wie, co jest u ciebie najmniej wartościowe. Powiedz, co proponujesz odłożyć albo oddać, i zapytaj, czy się z tym zgadza. Rozmowa o kolejności idzie znacznie łatwiej niż rozmowa o objętości.

Poproś o decyzję, nie o współczucie. Pytanie brzmi: „które z tych rzeczy mam zrobić w pierwszej kolejności, skoro wszystkie nie zmieszczą się w tym tygodniu”. To pytanie przenosi ciężar decyzji tam, gdzie jest odpowiedzialność.

Jeśli po takiej rozmowie, powtórzonej dwa albo trzy razy, nic się nie zmienia, masz ważną informację o miejscu, w którym pracujesz. Wtedy pytanie brzmi już inaczej: co dalej z tą pracą.

Co może zrobić pracodawca: kultura pracy i zarządzanie obciążeniem

Krótko, bo ta część nie jest w twoich rękach, ale warto wiedzieć, czego wymagać.

Podstawa to widoczność obciążenia: ktoś musi wiedzieć, ile realnie ma na głowie każda osoba w zespole. Do tego jasny podział obowiązków, realne terminy ustalane z wykonawcą i kultura pracy, w której powiedzenie „to się nie zmieści” nie jest przyznaniem się do słabości. Elastyczne godziny pracy i sensowna polityka pracy zdalnej pomagają, o ile nie zamieniają się w dostępność non stop.

Drugi element to regularne przeglądanie zakresów: który pracownik jest obciążony jakimi obowiązkami zawodowymi, co przybyło przez ostatni kwartał i co w zamian ubyło. W większości zespołów przybywa systematycznie, a nie ubywa nigdy.

Rachunek dla firmy jest prosty. Przeciążenie obniża efektywność pracowników, psuje jakość, zwiększa rotację pracowników i kosztuje więcej niż zatrudnienie kolejnej osoby. Rekrutacja i wdrożenie następcy to koszt liczony w miesiącach pracy zespołu. Lojalność pracowników buduje się w takich momentach, a nie na owocowych czwartkach, a atmosfera w miejscu pracy zależy od tego bardziej niż od jakiegokolwiek benefitu.

Jak zbudować zdrową równowagę między pracą a życiem prywatnym

Zdrową równowagę między pracą a resztą życia buduje się na granicach, a nie na dobrych chęciach. Kilka rzeczy, które działają, kiedy równowaga między pracą a życiem prywatnym się rozjeżdża.

Wyłącz powiadomienia służbowe po godzinach, choćby na poziomie telefonu. Zaplanuj coś na wieczór, bo puste wieczory łatwo wypełnia się pracą. Zadbaj o ruch, nawet krótki, bo aktywność fizyczna obniża napięcie skuteczniej niż leżenie z telefonem. I traktuj urlop jako narzędzie regeneracji, a nie nagrodę do odebrania kiedyś. Szerzej pisałem o tym przy okazji work-life balance i zarządzania stresem.

Granica między życiem zawodowym a prywatnym rzadko rozjeżdża się jednym ruchem. Zwykle robi to po kawałku: jeden wieczór, jeden weekend, jedna odebrana rozmowa na urlopie. Dlatego skuteczniej jest pilnować drobiazgów, niż raz na kwartał robić wielki reset. Żeby złagodzić objawy stresu w ciągu dnia pracy, wystarczą rzeczy niepozorne: wyjście z domu na kwadrans, posiłek zjedzony poza biurkiem, dwie minuty spokojnego oddechu przed trudną rozmową.

Jak unikać przeciążenia pracą na dłuższą metę

Gaszenie pożaru to jedno, a niedopuszczanie do niego drugie. Kilka nawyków, które warto wdrażać, kiedy najgorsze już minęło.

Przegląd raz w tygodniu. Piętnaście minut w piątek: co przybyło, co zeszło z listy, co przenoszę na kolejny tydzień trzeci raz z rzędu. Ilość obowiązków rośnie niezauważalnie i tylko regularny przegląd to wyłapuje. Pomaga w tym stały rytm planowania tygodnia.

Bufor w kalendarzu. Zaplanowany dzień wypełniony w stu procentach rozsypie się przy pierwszej niespodziance. Zostaw jedną trzecią czasu pracy pustą, bo ona i tak zostanie zajęta przez rzeczy, których nie dało się przewidzieć.

Uczciwe tempo pracy. Sprinty są w porządku, o ile po nich następuje zwolnienie. Problem zaczyna się wtedy, gdy tempo sprintu staje się domyślnym ustawieniem na cały rok.

Rozmowa o zakresie przy każdej nowej rzeczy. Kiedy dostajesz nowe zadanie, zapytaj, co w zamian schodzi z listy. To jedno pytanie, zadawane konsekwentnie, robi dla ochrony przed przeciążeniem więcej niż wszystkie techniki planowania razem wzięte.

Pilnowanie satysfakcji z pracy. Brak satysfakcji z pracy jest zwykle wcześniejszym sygnałem niż zmęczenie. Jeśli od kilku miesięcy nic w tej robocie cię nie cieszy, to informacja o środowisku pracy albo o dopasowaniu roli, a nie o twojej wytrzymałości.

Kiedy to już nie jest kwestia organizacji

Techniki planowania mają swoje granice i uczciwie jest to powiedzieć wprost.

Jeśli od dłuższego czasu masz problemy ze snem, budzisz się z lękiem, tracisz zainteresowanie rzeczami, które kiedyś cieszyły, albo pojawiają się objawy somatyczne, żaden system zadań tego nie naprawi. Stan zdrowia psychicznego wymaga wtedy rozmowy ze specjalistą, a nie kolejnej aplikacji do list.

Długotrwały stres zostawia ślad w ciele i głowie, a im dłużej trwa, tym dłużej trwa wychodzenie z niego. Szukanie pomocy na etapie „jeszcze daję radę” jest zdecydowanie tańsze niż na etapie zwolnienia lekarskiego.

Pięć wniosków do zapamiętania

  1. Przeciążenie to stan trwały, nie ciężki tydzień. Granicą jest brak okresu regeneracji między szczytami.
  2. Boli nie sama ilość pracy, ale ilość plus brak wpływu. Model Karaseka tłumaczy, dlaczego przy tym samym obciążeniu wysiada ta osoba, która niczego nie może przestawić.
  3. Przeciążony człowiek pracuje dłużej i dowozi mniej, bo przełączanie między zadaniami zjada uwagę, a błędy trzeba poprawiać.
  4. Wypalenie zawodowe to skutek, nie synonim. WHO opisuje je trzema wymiarami: wyczerpanie, dystans do pracy, spadek skuteczności.
  5. Zacznij od spisu, nie od techniki. Trzy dni zapisywania dają dane do rozmowy z szefem i pokazują, co w ogóle nie powinno u ciebie leżeć.

Najtrudniejsze jest wyjęcie 90 minut. Wejdź na gotowy blok

Cały ten artykuł prowadzi do jednej rzeczy, którą trzeba zrobić, żeby reszta miała sens: wyciąć w przeciążonym dniu kawałek czasu na pracę, która faktycznie posuwa sprawy do przodu. Wszyscy wiedzą, że tak trzeba. I prawie nikt tego nie utrzymuje dłużej niż tydzień, bo blok w kalendarzu broni się słabo, kiedy o dziewiątej rano przychodzi trzecia pilna prośba.

Najprostsze, co możesz z tym zrobić, to przestać wywalczać ten czas w pojedynkę i wejść na gotowy blok pracy głębokiej z innymi ludźmi. W MasterZone blok jest przygotowany, zanim usiądziesz do biurka: codziennie, o stałych godzinach, po 90 minut, z włączonymi kamerami. Na starcie każdy mówi, co robi, potem pracujecie obok siebie w ciszy, na koniec krótkie podsumowanie. Ty niczego nie organizujesz, po prostu wchodzisz.

Działa to dlatego, że pracujesz przy kimś. Nazywa się to body doubling i stoi za tym prosty mechanizm: obecność drugiej osoby działa jak zewnętrzna regulacja, która robi za dyscyplinę wtedy, gdy własnej brakuje. Opisuje tę technikę między innymi ADDA, amerykańskie stowarzyszenie zajmujące się ADHD u dorosłych, ale zadziała u każdego, komu dzień rozjeżdża się na cudzych priorytetach.

W piątki planujemy razem kolejny tydzień. Przy przeciążeniu to jest ta część, która daje najwięcej: wychodzisz z gotowym planem, w którym rzeczy ważne mają swoje miejsce, zanim pilne zdąży je zająć. Jeden blok wystarczy, żeby sprawdzić, ile da się zrobić w 90 minut, kiedy nikt ci nie przerywa.

👉 Sprawdź MasterZone

FAQ

Po czym poznać, że to już przeciążenie, a nie zwykłe zmęczenie?

Po braku regeneracji. Zmęczenie mija po weekendzie albo po urlopie, a przeciążenie wraca w poniedziałek w tym samym natężeniu. Drugi sygnał to praca wychodząca poza godziny pracy w sposób stały, a nie w okresie szczytu.

Co zrobić, kiedy nie jestem w stanie wykonać wszystkich obowiązków?

Przestań próbować zmieścić wszystko i przenieś decyzję o kolejności na przełożonego. Przedstaw listę zadań z czasem, jakiego wymagają, i poproś o wskazanie, co ma być zrobione najpierw. Milczenie w tej sytuacji działa na twoją niekorzyść, bo brak sygnału jest odbierany jako informacja, że dajesz radę.

Ile godzin pracy tygodniowo jest już ryzykowne dla zdrowia?

Badanie WHO i ILO wskazuje próg 55 godzin tygodniowo. Powyżej niego ryzyko udaru rośnie o około 35%, a ryzyko zgonu z powodu choroby niedokrwiennej serca o 17% w porównaniu z tygodniem 35 do 40 godzin.

Czy przeciążenie zawsze kończy się wypaleniem zawodowym?

Nie zawsze. Ryzyko rośnie wraz z czasem trwania i z poczuciem braku wpływu na sytuację. Przy krótkim okresie zwiększonego obciążenia i realnej możliwości odpoczynku organizm zwykle wraca do normy.

Czy praca zdalna zmniejsza przeciążenie?

Sama z siebie nie. Odpada dojazd i część przerywających rozmów, ale znika też naturalna granica końca dnia. Bez ustalonej godziny zamknięcia praca zdalna potrafi obciążenie zwiększyć.

Od czego zacząć, jeśli mam wrażenie, że tonę?

Od trzech dni zapisywania, na co realnie schodzi czas, i od wybrania jednej rzeczy dziennie, która musi zostać zrobiona. Dopiero mając te dane, warto iść na rozmowę o podziale obowiązków.

To może Cię zainteresować

Źródła